Od mniej więcej roku, po wiekim mieszkaniowym i budowlanym boomie, obserwujemy powolne załamywanie się wzrostu sektora inwestycji w nieruchomościach. Jak już pisałem w innym wpisie , wraz z kryzysem nadeszły ciężkie czasy dla tych którzy chcą zarobić w szybki sposób na budowlance.

stagnacja w budownictwie
Spadek cen w branży jest wynikiem braku nowych budów, które nie powstają ponieważ rynek jest na tyle nasycony że te osoby które mogły to już dawno kupiły sobie mieszkania. Osoby których nie stać na zakup, poszły do banku. Niestety banki aby przeciwdziałać kryzysowi zaostrzyły kryteria przyznawania kredytu. Developerzy często finansowali swoje obecne inwestycje z pieniędzy otrzymanych za poprzednie wybudowane nieruchomości. W jednej chwili zabrakło im gotówki na bieżące budowy, które musiali zatrzymać. Nawet gotowe mieszkania nie mogły znaleźć swoich nowych właścicieli. I tym sposobem, branża budowlana, poległa jako jedna z pierwszych pociągając za sobą masę małych firemek uzależnionych od duzych korporacji. Sytuacja jest własnie z tego powodu dosyć poważna, ponieważ duże firmy ciągną w dół wszystkie małe. Jedynie przetargi na infrastrukturę mają się lepiej – wiadomo w Polsce drogowcy zawsze mają ręce pełne pracy.
Zanim sytuacja wróci do dawnego poziomu jeszcze sporo czasu musi minąć aby poszczególne branże odzyskały do siebie zaufanie. Kiedy to nastąpi, biznes zacznie kręcić się od początku w kółko nakręcając koniunkturę. Już w chwili obecnej jest zauważalna lekka tendencja wzrostowa. Piłeczka musi się kiedyś odbić do góry dając lepsze czasy dla developerów a nie dla kupujących. Wszystko jest jak w przyrodzie – raz jest epiej raz jest zimniej.
Ostatni wyjazd na święta do rodziny po raz kolejny zakończył się refleksją na temat „kultury budowania” w Polsce. Moje „przemyślenia” dotyczą bardziej sposoby budowy dróg w tym kraju.
Pomijam fakt że przyrost nowych dziur w drogach chyba przewyższa przyrost nowych dróg. Pomijam fakt że te drogi które są budowane i tak nie wytrzymują próby czasu (chyba kiepska technologia albo wpływ TIR-ów konsekwentnie rozjeżdżających nasze jezdnie). Najgorszy dla mnie jest widok ekipy , załóżmy dziesięcioosobowej, która buduje drogę na odcinku 10 km. Ruch odbywa się wahadłowo – tworzy się niemiłosierny korek (także przez to że ludzie wracają do domów ze świąt). Jak pracuje brygada? Średnio 2-3 osoby coś tam kopią czy też przenoszą narzędzia, reszta najczęściej patrzy się na ich „pracę”. W trakcie podróży (ok 40km) stałem w 2 korkach po ok 30-40min w każdym, a w momencie przejeżdżania obok miejsca budowy, ekipy nie było widać – tzn stały jedynie maszyny budowlane (koparki, spychacze i inne). A kierowcy w korku i w niemiłosiernym upale niestety musieli odstać swoje. Poprostu tragedia. Wiadomo, że można powiedzieć że ja się nie znam na tej pracy – tak to prawda. Marudzę, ponieważ nie widzę postępu. Kulutra pracy od lat pozostaje taka sama, zarobić ale się nie narobić i jednocześnie narzekać ,że mało się zarabia. Być może i ja zbytnio narzekam, ale takie odnoszę wrażenie że Polakom nie chce się pracować. Mało tego uważam, że niektórzy są także złośliwi.

zakaz wjazdu
Być może jest to specjalne zamierzenie naszego Państwa – przeciągające się w nieskończonośc konrakty (więcej korków=więcej spalonego paliwa=więcej kasy do budżetu) i jednocześnie coraz to nowe dziury w drogach (praca dla drogowców i mechinków pewnie też). Ja czuję się oszukany.